Listopadowe Karpie z NG24 0
Listopadowe Karpie z NG24

Mając świadomość, że już wkrótce przyjdzie pora aby odstawić kije do przysłowiowej szafy staram się wykorzystać każdą wolną chwilę i jechać nad wodę. Nie ma dla mnie znaczenia jaki będzie efekt kolejnej zasiadki, najważniejsze aby być tu i teraz, cieszyć się chwilą i możliwością spędzenia czasu w pięknej jesiennej scenerii. W dzisiejszym artykule podzielę się z Wami wspomnieniami z dwóch listopadowych nocek.



Noc czy dzień? Czyli kiedy biorą karpie jesienią?

Po zmianie czasu na zimowy noc jest wyjątkowo długa, dająca duże nadzieje na spotkanie z okazałym karpiem. Oczywiście pozostaje jeszcze dzień, który o tej porze roku jest bardzo krótki jednak nie należy go przekreślać ponieważ jesienią branie może nastąpić w najmniej spodziewanym momencie. Na początku tygodnia planowałem wypad nad żwirownię lub okoliczne jeziorko, temat był dość rozwojowy i do ostatniej chwili nie byłem pewny gdzie pojadę. Pech chciał, że kontuzja nadgarstka szybko wyleczyła mnie z bardziej ambitnych zbiorników, w dużym skrócie byłem zmuszony wybrać łowisko rzutowe oraz postawić na minimalizm aby zbytnio nie przeciążać ręki. Za cel podróży obrałem dobrze mi znany zbiornik komercyjny nad którym dość często nagrywałem filmy (tych co nie widzieli zachęcam do obejrzenia). Nad wodę dotarłem po zmroku, rozłożenie namiotu oraz reszty gratów zajęło mi około 40min. Pierwotny plan był taki, że siadam na dobę jednak ostatecznie postanowiłem zostać nockę dłużej kosztem składania gratów na mokro. Podsumowując miałem do dyspozycji dwie noce oraz dzień czyli czasu niezbyt dużo zważywszy na porę roku. Od razu Wam zdradzę, że karpie brały zarówno w ciągu dnia jak i po zmroku.



Wybór miejscówki na karpia

Póżną jesienią nad wodami jest znacznie mniej wędkarzy co sprawia, że mamy dużo większe pole manewru niż w innych porach roku. Już w czasie drogi na łowisko zastanawiałem się w której części zbiornika rozbić namiot. Od kilku dni obserwowałem pogodę, kilka słonecznych, a przede wszystkim ciepłych dni nie ułatwiało podjęcia decyzji, karpie mogły być zarówno w płytszej jak i w tej ciut głębszej części stawu. Ostatecznie zdecydowałem się obławiać blat o głębokości 1,5m całkowicie rezygnując z miejscówek o głębokości nieco ponad 2m, do których nie miałem dostępu ze swojego stanowiska. Mimo, że wybór wydawał się całkowicie słuszny i uzasadniony to praktycznie przez cały wyjazd na końcu głowy pojawiała się myśl, że te większe ryby są na głębszej wodzie, czy miałem rację? Tego się już nie dowiem.



Punktowe nęcenie - materiały PVA

Gdy temperatura wody spada poniżej 10 stopni znacznie ograniczam ilość podawanej zanęty stawiając przede wszystkim na materiały PVA, oczywiście swoją taktykę uzależniam od wielu innych czynników takich jak intensywność żerowania, aktywność drobnicy oraz od samej specyfiki łowiska. Na tej zasiadce wędkowałem na stawie z dość prostym dnem i dużą ilością karpi. Wystarczyło je zlokalizować i skusić do brania, w grę nie wchodziło dodatkowe nęcenie ponieważ wyszedłem z założenia, że największy kąsek ma znajdować się na włosie. PVKi których używałem wypełniałem zanętą Lord Feeder o zapachu kryll lub ryba, miksem pelletów Multi Blend oraz pokruszonymi kulkami. Musimy również pamiętać, że na wielu zbiornikach komercyjnych, szczególnie tych poddanych dużej presji zanęta może nadal zalegać na dnie. Niejednokrotnie byłem świadkiem bardzo obfitego nęcenia podczas gdy ryba była nie aktywna, a temperatura wody wynosiła zaledwie kilka stopni. Pamiętajmy o tym, że to co wrzucimy do wody już z niej nie wyjmiemy, a donęcić możemy w każdej chwili.



Karpiowy minimalizm

Praktycznie na każdej zasiadce stawiam na prostotę jednak są pewne wyjątki. Przełowione łowiska mają to do siebie, że zmiana przynęty lub przyponu może okazać się kluczowa. Nie będę nikogo czarował, po prostu nie lubię takiego stylu łowienia. Zazwyczaj zarzucam zestawy ze swoimi pewniakami na włosie i czekam na branie. Jeżdżąc momentami wręcz regularnie na zbiorniki poddane dużej presji zauważyłem jak bardzo skuteczny jest tzw. karpiowy minimalizm, niewielka PVKa, do tego przypon z haczykiem nr 6-8, kulka lub pellet maksymalnie 10mm i nagle martwa wcześniej woda ożywa. Na szczęście lub jak kto woli na nieszczęście przez większość sezonu łowię standardowo na znacznie większe przynęty, skupiając się przede wszystkim na obserwacji wody i na miejscu położenia zestawu. Warto zaznaczyć, że takie krótkie sesje wędkarskie na przełowionych wodach to doskonały poligon doświadczalny. Wielokrotnie wydawało mi się, że już wiem jak dobrać się do większych i starszych mieszkańców jednak kolejne zasiadki wszystko weryfikowały i wywracały moje dotychczasowe przemyślenia do góry nogami.



Połowa listopada - czy to już koniec sezonu karpiowego?

W połowie listopada na większości zbiorników woda jest już wyjątkowo zimna, co prawda tegoroczna jesień jest dla nas wyjątkowo łaskawa jednak zawsze uważałem i nadal uważam, że ryby mają swój zegar biologiczny i w pewnym momencie zaczynają zapadać w letarg. Oczywiście da się złowić karpia nawet z pod lodu ale ten temat omówimy przy innej okazji. Przedzimie bo tak możemy nazwać okres z którym mamy obecnie do czynienia jest dla nas karpiarzy bardzo wymagający. Moim zdaniem kluczowy w tej chwili jest wybór zbiornika, należy skupić się na łowiskach które dobrze znamy oraz tam gdzie karpie zazwyczaj biorą aż do lodu, a uwierzcie znam sporo takich miejsc.



Podsumowanie - listopadowa zasiadka karpiowa

Podczas zasiadki, którą skończyłem udało mi się wypracować kilka brań i złowić dwa ładne karpie, amura i małego pełnołuskiego. Tym razem obyło się bez rekordów ale nie zawsze waga jest najważniejsza. Świetnie spędzony czas nad wodą dodał mi mnóstwo energii na kolejne dni pracy. Mam nadzieję, że pogoda i zdrowie pozwolą na kolejne jesienne wypady.

Komentarze do wpisu (0)

Zaloguj się
Nie pamiętasz hasła? Zarejestruj się
Infolinia 691 606 404
do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium